SPR Pogoń Szczecin jest już na półmetku przygotowań do nowego sezonu na zapleczu Superligi. Zespół ma za sobą już dwa turnieje kontrolne, które pozwoliły sprawdzić aktualną formę i przetestować różne warianty gry. O dotychczasowej pracy zespołu, wnioskach po pierwszych sparingach i planach na kolejną część przygotowań rozmawiamy z trenerem Oskarem Serpiną.
Drużyna jest na półmetku przygotowań do nowego sezonu LCK – jak Pan ocenia dotychczasową pracę zespołu i tempo budowania formy?
Jesteśmy na półmetku przygotowań i mogę śmiało powiedzieć, że z dotychczasowej pracy zespołu jestem bardzo zadowolony. Drużyna trenuje bardzo solidnie, z pełnym zaangażowaniem – widać w zawodniczkach ogromną pasję, głód rywalizacji i dużą sportową ambicję, co jako trener niezwykle doceniam. Treningi realizujemy zgodnie z założonym harmonogramem – zarówno te na siłowni, stadionie lekkoatletycznym, jak i w hali. Każdy z tych elementów jest istotny w budowaniu formy i wszystkie są odpowiednio zbalansowane. Jeśli chodzi o tempo przygotowań, to na tym etapie oceniam je jako odpowiednie. Zawodniczki pracują na dużych obciążeniach treningowych, co jest naturalne w tym momencie cyklu. Niestety, ze względu na późną informację o starcie rozgrywek Ligi Centralnej, rozpoczęliśmy przygotowania później, niż byśmy chcieli. To z pewnością utrudnienie, ale zdajemy sobie z tego sprawę i robimy wszystko, by nadrobić ten czas i jak najlepiej wejść w sezon.
Macie już za sobą dwa turnieje – jakie wnioski wyciągnęliście z tych sparingów i co pokazały one o aktualnym stanie drużyny?
Za nami dwa turnieje sparingowe, które były dla nas bardzo cennym materiałem do analizy. Podczas każdego meczu kontrolnego koncentrujemy się na konkretnych aspektach gry, nad którymi intensywnie pracujemy na treningach – chodzi zarówno o elementy techniczne, jak i taktyczne. To ważne, by to, co ćwiczymy w codziennej pracy, miało przełożenie na warunki meczowe. Obecnie przygotowujemy zawodniczki do gry w nowych systemach – zarówno w obronie, ataku pozycyjnym, jak i ataku szybkim. Chcemy, by te schematy były jak najbardziej zautomatyzowane, bo tylko wtedy przynoszą efekty w warunkach realnej rywalizacji. Zależy nam też na rozegraniu jak największej liczby meczów kontrolnych. Mamy bardzo młodą drużynę – co jest naszym ogromnym atutem, jeśli chodzi o energię, potencjał i szybkość rozwoju – ale też oznacza pewne braki w doświadczeniu. A tego nie da się zdobyć inaczej, niż poprzez minuty spędzone na parkiecie w grze z realnym przeciwnikiem. Na ten moment, jako trener, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że cechy wolicjonalne, które posiadają nasze zawodniczki – ich determinacja, zaangażowanie i walka do końca – mogą odegrać kluczową rolę w wygrywaniu poszczególnych spotkań w nadchodzącym sezonie.
Czy zauważa Pan największe różnice między zespołem na starcie przygotowań a tym, co widzimy teraz po 3 tygodniach pracy?
Myślę, że największą różnicę między zespołem na starcie przygotowań, a tym po trzech tygodniach widać… po zmęczeniu – dziewczyny z pewnością są bardziej „zmęczone, ale szczęśliwe”, jak to mówią. Intensywność treningów robi swoje, ale właśnie taki był plan – budować formę krok po kroku, na solidnych fundamentach. Już bardziej na poważnie – różnica jest zdecydowanie zauważalna. Zmiana trenera to dla zawodniczek zawsze dodatkowy zastrzyk energii, ale też naturalna niepewność, jak ta współpraca będzie wyglądać. Po tych trzech tygodniach mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że udało nam się zbudować wzajemne zaufanie i naprawdę świetną atmosferę. To niezwykle ważne – bo dobra chemia w zespole przekłada się bezpośrednio na jakość pracy i finalnie, na wynik sportowy. Cieszy mnie również postawa zawodniczek, które w poprzednim sezonie z różnych powodów były trochę w cieniu. Teraz widać u nich świeżą energię, nową motywację i ogromną chęć do ciężkiej pracy. Takie podejście buduje zespół i daje nam szerokie pole manewru. Wiemy, czego chcemy jako drużyna – i co najważniejsze, idziemy razem w jednym kierunku.
Na jakich elementach gry skupialiście się najbardziej do tej pory – kondycja, taktyka, a może zgranie nowych zawodniczek?
Do tej pory skupialiśmy się na wszystkich elementach wymienionych w pytaniu – kondycji, taktyce oraz zgrywaniu nowych zawodniczek. Jesteśmy w etapie przygotowawczym, więc każda z tych sfer odgrywa kluczową rolę w budowaniu zespołu. Od września planujemy przejść już w tryb startowy i naturalnie zejdziemy z obciążeń fizycznych, ale kwestie taktyczne oraz proces wkomponowywania nowych zawodniczek będą nadal kontynuowane – to są rzeczy, których nie można przyspieszać na siłę, one wymagają czasu, wzajemnego zrozumienia i wyczucia. Szczególną uwagę zwracamy na zgranie zawodniczek, które dołączyły do zespołu, zwłaszcza na pozycjach rozgrywających – to newralgiczne miejsce na boisku. Laura Ździebłowska, Magdalena Chrapusta, Aleksandra Wiśniewska i Nikola Lewandowska to bardzo inteligentne, świadome zawodniczki, które mają wszelkie predyspozycje, by szybko odnaleźć się w drużynie i stać się jej ważnym ogniwem. Co ważne – cała drużyna funkcjonuje w nowym systemie gry, więc tak naprawdę wszystkie zawodniczki zaczęły z tego samego poziomu. To duży atut, bo nikt nie ma przewagi wynikającej z wcześniejszego obycia z systemem – uczymy się go wspólnie od zera, co buduje równe szanse, zdrową rywalizację i sprzyja szybszej integracji zespołu.
Czy w drużynie pojawiły się kontuzje lub drobne urazy, które mogą wpłynąć na dalsze przygotowania?
Na ten moment, szczęśliwie, nie pojawiły się w zespole żadne urazy, które byłyby poważniejszym problemem i mogłyby realnie wpłynąć na dalszy przebieg przygotowań. I oby tak pozostało przez cały sezon – wszyscy sobie tego życzymy. Oczywiście, wszyscy wiemy, jak wymagającym i niestety kontuzjogennym sportem jest piłka ręczna, dlatego drobne urazy się zdarzają – to codzienność, z którą jako sztab musimy się mierzyć i do której jesteśmy przygotowani. Ogromnie się cieszę, że nad zdrowiem naszych zawodniczek czuwa Małgorzata Stasiak. Bez żadnej urazy dla fizjoterapeutów, z którymi miałem okazję pracować wcześniej – ale muszę przyznać, że Gosia ma naprawdę ogromną wiedzę, zarówno teoretyczną, jak i praktyczną. Jest też bardzo zapobiegawcza, co oczywiście z jednej strony bardzo cenię…choć muszę przyznać, że czasem próbuję ją trochę „zmiękczać”, żeby nie zablokowała mi połowy zespołu prewencyjnie – niestety to jeszcze mi się nie udało (śmiech). Na koniec warto dodać, że nasze zawodniczki mają naprawdę dużą świadomość, jeśli chodzi o indywidualne przygotowanie do treningu – od regeneracji, przez rozgrzewki, po dbałość o detale. To dla mnie bardzo miłe zaskoczenie i spory komfort pracy.
Jak wygląda atmosfera w zespole – czy widać już zarys liderki, która będzie napędzać drużynę w trudnych momentach sezonu?
Atmosfera w zespole jest naprawdę bardzo dobra – i to czuć na każdym kroku. Tak jak wspominałem wcześniej, przede wszystkim jednoczy nas wspólny cel, który chcemy osiągnąć. To ogromnie ważne, że każda osoba w drużynie – zarówno zawodniczki, jak i sztab – podziela tę samą wizję i ma w sobie to samo pragnienie sukcesu. Czujemy jedność, nie chcemy się zatrzymywać i nie boimy się marzyć. Chcemy realizować nasze wspólne marzenia, krok po kroku. Oczywiście, już na tym etapie widać zawodniczki, które mają cechy liderki na boisku – i one zawsze będą. To naturalne, że w trudnych momentach meczu czy sezonu właśnie one będą ciągnąć zespół, motywować, dawać impuls. Taka jest natura lidera i to niezwykle cenne. Jednak w mojej filozofii budowania mentalności zespołu najważniejsze jest coś innego – przekonanie, że każda zawodniczka jest tak samo ważna. Nieważne, czy rzuciłaś 10 bramek, miałaś świetną skuteczność w obronie, czy zagrałaś tylko epizod albo nie pojawiłaś się na parkiecie – twoja rola w drużynie jest równie istotna. To właśnie ta równość i szacunek do każdej zawodniczki budują zespół, który w dłuższej perspektywie może stać się prawdziwym monolitem. Naszym celem jest wygrywać razem – jako drużyna. I razem dążyć do tego, by stawać się coraz lepszym zespołem, w którym każdy zna swoje miejsce i wie, że jego praca ma znaczenie.
Na ile istotne są dla Pana wyniki w tych sparingach i turniejach, a na ile to tylko poligon doświadczalny przed ligą?
Mecze kontrolne to przede wszystkim czas, w którym testujemy wszystko, nad czym intensywnie pracujemy na treningach – nowe ustawienia, automatyzmy, schematy w ataku czy obronie. Dlatego wynik sam w sobie nie jest dla mnie najważniejszy. W tym okresie zawsze mam w głowie pewne „wewnętrzne wyniki”, których oczekuję i które oceniam, ale… nie mogę ich zdradzić (śmiech). Jednocześnie w mojej filozofii jest coś bardzo ważnego, co staram się przekazywać zawodniczkom od pierwszego dnia: chcemy wygrywać od samego początku, niezależnie od tego, czy to sparing, turniej czy mecz ligowy. Budujemy mentalność zwycięzców. Nie zadowalamy się bezbarwnością, przeciętnością czy stagnacją – nasza drużyna ma grać z pasją, charakterem i ambicją, niezależnie od sytuacji. Ale przede wszystkim – budujemy siebie jako zespół na boisku. Na jednej z odpraw powiedziałem zawodniczkom coś, co jest dla mnie niezwykle istotne i prawdziwe: nigdy, ale to nigdy nie przestanę w nie wierzyć. I będę w nie wierzył zawsze, niezależnie od aktualnej formy, wyniku czy okoliczności. Jest jednak jedno, na co się nie godzę – spuszczenie głowy w dół. Walczymy do końca, razem, zawsze z podniesioną głową. Bo właśnie to buduje drużynę, której nie da się złamać.
fot. Zbigniew Zięba ZIBA / PR Koszalin